|
|
|
Pryszczyca: dmuchanie na zimne |
|
11.08.2007. |
|
Mimo, że ryzyko wybuchu pryszczycy wciąż jest
stosunkowo niewielkie, to Polskie Służby Weterynaryjne są przygotowane
na wypadek jej wystąpienia. Wciąż trwa monitoring stad zwierząt.
Wprowadzono też działania zapobiegające przedostaniu się choroby z
rejonu Wielkiej Brytanii.
Tamtejsze służby weterynaryjne odnotowały aż
trzy ogniska choroby. We wszystkich zarażonych fermach zwierzęta
zostały natychmiast wybite. Gdyby choroba wybuchła w Polsce, od razu
wprowadzone zostaną podobne środki – przekonuje inspekcja
weterynaryjna.
Janusz Związek Zastępca Głównego Lekarza Weterynarii: - Jest
to wprost prawo obowiązujące w Polsce. Obowiązujące i służby
weterynaryjne oraz wszystkie inne służby, podmioty gospodarcze, w tym
oczywiście rolników.
Najlepiej jednak nie dopuścić do przedostania się choroby.
Dlatego, jak zapewnia szef resortu rolnictwa, wszystkie niezbędne
środki już dawno zostały wdrożone.
Wojciech Mojzesowicz minister rolnictwa: - Robimy te działania
spokojnie, bez histerii, dlatego że służby są na co dzień w pełnej
gotowości jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa żywności.
To jednak może okazać się niewystarczające. Stąd apel do
rolników o czujność. Co prawda, powodów do paniki nie ma, to choroba
dosyć łatwo się przenosi.
Janusz Związek Zastępca Głównego Lekarza Weterynarii: -
Jeżeli hodowca zwierząt zauważyłby jakieś nietypowe objawy typu krosty,
pęcherze na pysku, szczególnie w szparze międzyracicowej u własnych
zwierząt, żeby to natychmiast zgłosił do właściwego lekarza
weterynarii.
Pryszczyca nie jest chorobą groźną dla ludzi. Wywołuje jednak
poważne straty w stadach hodowlanych bydła, świń, kóz i owiec. Wykryta
6 lat temu w Wielkiej Brytanii spowodowała straty w wysokości ponad 8
milionów funtów.
Radosław Bełkot/Agrobiznes
|
|