|
|
|
17.01.2011. |
|
Zainteresowanie rolników prywatyzacją niektórych stacji
inseminacyjnych jak tak małe, że większość udziałów może trafić w ręce
pracowników. Jeżeli tak się stanie w ogóle wycofamy się z prywatyzacji
grożą hodowcy.
Ministerstwo Skarbu Państwa wystawia na
sprzedaż 4 stacje unasienniania: w Łowiczu, Tulcach, Bydgoszczy oraz
Krasnem. Do nabywania walorów uprawnieni są tylko pracownicy oraz
współpracujący ze shjuzami rolnicy. Co więcej rząd stworzył mechanizm,
aby udziałów przez 10 lat nikt z zewnątrz nie mógł kupić.
Jan Bury – wiceminister skarbu państwa „ Trafią w ręce
rolników, jest tam takie założenie przez 10 najbliższych lat obrót tymi
akcjami oprócz tych akcjonariuszy potencjalnych będzie w ramach
pracowników, rolników, producentów”.
Ale takie zabezpieczenie wydaje się być w niektórych przypadkach
niepotrzebne. Zainteresowanie udziałami jest zróżnicowane. Nieoficjalnie
wiadomo, że w dwóch shjuzach więcej chętnych jest wśród pracowników niż
rolników. A to oznacza, że ci pierwsi będą mieli potem większość.
Leszek Hądzlik - Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka „Nie
wyobrażam sobie, aby producenci mieli mniejszościowy udział. Nigdzie na
świecie, w Europie było tak, żeby to nie producenci decydowali o
postępie hodowlanym zwłaszcza, że my jesteśmy odpowiedzialni za programy
hodowlane, za te programy, które zlecił nam wykonywanie minister
rolnictwa”.
Środowisko hodowców ma żal do resortu skarbu państwa za zasady
prywatyzacji stacji inseminacyjnych. Twierdzi, że gdyby spółdzielnie
zostały dopuszczone od razu do prywatyzacji to więcej udziałów trafiłoby
w ręce rolników. Co raz częściej mówi się także, że jeżeli sytuacja nie
zmieni się to rolnicy, którzy zapisali się na udziały nie podpiszą umów
kupna. A shjuzy staną się firmami pracowniczymi.
Witold Katner/Agrobiznes
|
|