|
Rybacy walczą o możliwość legalnego połowu dorsza, premier zapewnia
o swoim poparciu. A Bruksela przypomina, że może obciąć limity połowów
także w przyszłym roku. Przed warszawską siedzibą Komisji Europejskiej protestowało wczoraj ok. 200 osób.
Byli wśród nich członkowie Związku Rybaków Polskich
(ZRR), Stowarzyszenia Armatorów Łodziowych oraz pomagający im...
górnicy z Wolnego Związku Zawodowego Sierpień '80. Rybacy nieśli
trofeum z rozwartą paszczą dorsza, polskie flagi i transparenty.
Krzyczeli: - Pozwólcie żyć polskim rybakom! Chcemy łowić dorsza!
Przed
wejściem do budynku wysypali kilka setek rybich głów. Poszły w ruch
gwizdki, trąbki, petardy i świece dymne. - Limity, które na was
nakładają, oznaczają, że będziecie musieli likwidować swoje miejsca
pracy - wołał do zebranych prezes ZRR Jerzy Wysoczański. - Nie
będziecie mogli wykarmić własnych dzieci!
Protestujący
przekazali szefowej Reprezentacji Komisji Europejskiej Róży Thun list
do szefa KE José Manuela Barrosa, w którym domagają się odwołania
komisarza UE ds. rybołówstwa Joe Borga. Ich zdaniem niesprawiedliwy
jest zakaz połowu dorsza dla Polaków, skoro - jak twierdzą - toleruje
się tzw. połowy przemysłowe w innych częściach Bałtyku. (W
rzeczywistości także duńscy i niemieccy rybacy muszą stać w portach, bo
im też władze nakazały zaprzestania połowów z powodu wyczerpania
limitu. Zresztą Polska ma jeden z największych limitów na całym
Bałtyku.)
Ale nasi rybacy są pewni swoich racji: zapowiedzieli,
że jeśli KE nie zmieni zdania w sprawie zakazu połowu, to zorganizują
protest w Brukseli.
O swoim poparciu dla rybaków osobiście
zapewniał wczoraj premier Jarosław Kaczyński goszczący w Koszalinie: -
Będziemy stukali do wszystkich drzwi po to, żeby działa się
sprawiedliwość, bo przecież o nic innego tutaj nie chodzi - zapewniał
Kaczyński cytowany przez PAP. - My chcemy, żeby Polska miała swoją
flotę rybacką, żeby ludzie morza mogli żyć z łowienia ryb.
Nie
wszystkie jednak działania rybaków spotykają się z poparciem rządu.
Nawet przychylny im resort gospodarki morskiej stanowczo sprzeciwia się
połowowi niewymiarowych ryb, tzw. bolków. A takie właśnie ryby są teraz
łowione. We wtorek opisaliśmy, jak dziennikarz "Gazety" bez problemu
kupił w Gdyni dorsza, którego wymiar (bez głowy) wynosił 26 cm - wymiar
ochronny to 38 cm. Wczoraj niewymiarowe dorsze zniknęły z targowiska.
Ale nie dlatego, że Okręgowy Inspektorat Rybołówstwa Morskiego w Gdyni
zlecił kontrole. Sprzedawcy się po prostu przestraszyli. Większe dorsze
nadal są w sprzedaży. Teraz wszyscy zapewniają, że są przywiezione z
Kołobrzegu (gdzie łowić można).
- Rybacy podcinają gałąź, na
której siedzą. Grozi nam to, co 15 lat temu stało się w Kanadzie. Tam
całkowicie zabroniono łowić dorszy, a ich populacja nie odrodziła się
do dziś. Teraz najczęściej łowione w Bałtyku dorsze to dwu-, trzylatki,
które jeszcze nie zdążyły się rozmnożyć. I to jest największy dramat -
ostrzega Zbigniew Karnicki, były zastępca dyrektora ds. naukowych
Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni, który podał się do dymisji po
tym, jak sprzeciwił się Ministerstwu Gospodarki Morskiej.
Tolerowanie
przez władze nielegalnych połowów dorsza doprowadziło do tego, przed
czym wczoraj w "Gazecie" ostrzegali rządowi eksperci: Komisja
Europejska postanowiła zaostrzyć kurs wobec Polski. Komisarz Borg
zapowiedział, że nie ma wyboru i musi rozpocząć przeciwko Polsce
procedurę dyscyplinującą za nieprzestrzeganie prawa. Może to skończyć
się pozwem przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości i surowymi karami
finansowymi.
Potwierdziła się też inna nasza informacja.
Komisja, rozeźlona postępowaniem Polski zaczęła rozważać obcięcie
limitów połowowych dla polskich rybaków także w 2008 r. - Będziemy
podejmować wszystkie konieczne kroki, włączając w to procedurę karną i
odliczenie połowów ponad limit od kwot w następnych latach - zagroził w
środę Borg.
Sugerował jednocześnie, że Polska może liczyć na
dodatkowe środki na restrukturyzację polskiej floty rybackiej - jeśli
będzie chciała rozmawiać o rozwiązania problemu.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|