|
|
|
07.11.2010. |
|
Regulacje sobie, życie sobie. Oto przykład firm z powodzeniem
działających na naszym rynku, którym współpraca z sieciami w ogóle nie
jest potrzebna. Wystarczy… własna sieć dystrybucji.
Relacje między przemysłem mięsnym, a
wielko-powierzchniowym handlem zawsze były pełne wzajemnych oskarżeń i
animozji. Pierwszy przykład z brzegu.
Aby zacząć sprzedawać w sieci handlowej trzeba wnieść tzw.
opłatę za wejście. Wynosi ona powiedzmy 2 tysiące złotych za każdy
sklep. Gdy sieci handlowe łączą się lub zmieniają nazwę i formę prawną
opłaty trzeba wnosić na nowo.
Witold Choiński –Izba Gospodarcza „Polskie Mięso”
I wtedy nagle przedsiębiorca musi zapłacić do sieci 400 sklepów jeszcze raz po 2 tysiące.
Sytuacja zmusiła więc przedsiębiorców do szukania alternatywnych
kanałów dystrybucji. Tak było w przypadku zakładów mięsnych w
Stanisławowie. 150 ton produkcji tygodniowo, czyni z nich firmę średniej
wielkości. Wędliny wytwarza się tu tradycyjnie nie na przemysłową
skalę. A to wszystko eliminuje jakąkolwiek firmę z sieci handlowej.
Jan Budek prezes zakładów mięsnych w Stanisławowie
Nie jesteśmy w stanie wysyłać z tego względu, że nie zgadzamy się
z tymi cenami jakie są na sieciach, bo my produkujemy dobrej jakości
wymagamy dobrą cenę jednak nie zgadzają się na taką cenę jaką my
proponujemy
I jeszcze jedno. Wiele zakładów mięsnych w kraju masowo korzysta
z importowanego mięsa. Bo tańsze, lepiej dostępne. Tu produkuje się
tylko z polskiego surowca. Mimo, że jest go na rynku mało i jest drogi.
Jan Budek prezes zakładów mięsnych w Stanisławowie
Największy problem polega na tym, że mieć tani produkt, a my nie
jesteśmy w stanie wyprodukować tanio ze względu na to, że my produkujemy
na surowcu krajowym
Stąd pomysł na własną sieć dystrybucji. Te zakłady mięsne
dysponują już 15 sklepami w całym kraju. Ich produktów w sieciach hiper i
supermarketów nie znajdziemy. Ale coś za coś. Po pierwsze własne sklepy
też kosztują, a po za tym o skali sprzedaży tak jak w sieciach możemy
zapomnieć.
Witold Katner/Agrobiznes
|
|