|
W asortymencie wielu zakładów mięsnych coraz więcej jest wyrobów
wysokiej klasy – wędzonych i opartych na starych recepturach. Choć są
znacznie droższe, w Polsce, a także na rynkach zachodnich przybywa ich
smakoszy. Bo klienci w szynce chcą znaleźć prawdziwą szynkę, a nie
chemię i wodę.
Gusty klientów zmieniałyby się jeszcze
szybciej, gdyby nie niskie zarobki Polaków. Mimo to klienci we
wszystkich sklepach coraz częściej szukają droższych wędlin, w skład
których, wchodzi mięso, a nie wypełniacze, konserwanty i woda.
Aldona Kwiecień - technolog w zakładach mięsnych- "Bywa,
że sprzedaż tych wędlin jest ograniczona ze względu na ich wysoką cenę,
ale niestety nie da się wyprodukować świetnej wędliny po bardzo niskim
koszcie."
W otoczeniu tanich wyrobów w sklepach małym zakładom niełatwo jest konkurować. Często muszą poruszać się własnymi ścieżkami.
Tadeusz Frączek -prezes Zakładów Mięsnych „Herman” w Hermanowej- "Cały
czas konsekwentnie rozwijamy rynek własnych sklepów, bo to jest
przyszłość - tu przyjdą klienci wymagajacy wysokich standardów produkcji
i jakości."
Przy tradycyjnych polskich recepturach w zakładach średniej
wielkości jak ten z Hermanowej nie da się zdecydowanie obniżyć kosztów
produkcji. Peklowanie mięsa, wędzenie – kosztuje – tłumaczą szefowie
zakładu. Często więc sięgają po środki z Unii Europejskiej i dotacje z
urzędu pracy na modernizację, wymianę maszyn i szkolenia dla
pracowników. Ostatni zakup to maszyna, dzięki której pracę znalazły
osoby niepełnosprawne.
Eugenia Gomułka - niepełnosprawna, zatrudniona w zakładzie- "Tą maszynę łatwo jest obsługiwać, pracuje nma niej od 2 do 4 osób, w zależności od ilości pracy."
Zakład z Hermanowej od lat szuka odbiorców za granicą. W ten sposób podkarpackie wyroby wyjeżdżają nawet do Azerbejdżanu.
Tadeusz Frączek - prezes Zakładów Mięsnych w Hermanowej - "Azerbejdżan
jest rynkiem wbrew pozorom bardzo stabilnym, oczywiście dla firm, które
już mają tam doświadczenie eksportowe, ale zaczynać na tym rynku jest
trudno."
Do pokonania jest jednak jeszcze jedna przeszkoda – żywiec.
Przez zmienne ceny hodowcy trzody mają za sobą fatalny rok. Dlatego
zakłady zabezpieczają się podpisując umowy ze stałymi dostawcami żywca
na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie, a jak trzeba to również w Małopolsce.
OTVRzeszów/Anna Tomczyk
|