|
|
|
01.07.2007. |
|
Nie jest źle - to najkrótszy opis
zeszłorocznej sytuacji branży mięsnej. Rósł eksport oraz zyski w kraju.
W efekcie zakłady poprawiły wyniki finansowe. To co martwi to wciąż nie
załatwiona sprawa embarga do Rosji oraz struktura naszego eksportu.
2006 rok upłynął pod znakiem świńskiej górki.
To co było finansową katastrofą dla rolników skrzętnie wykorzystała
branża mięsna. Zakłady miały dostęp do taniego surowca, co wpłynęło
bezpośrednio na obniżenie kosztów.
Mimo zwiększonej ilości gotowych artykułów mięsnych na rynku
ceny utrzymały się na niezmienionym poziomie. Marże handlowe poszły w
górę w efekcie poprawiła się rentowność całej branży. Z sukcesem
sprzedawaliśmy nasze towary za granicą, gdyż nasze wieprzowina była w
zeszłym roku najtańsza w Europie. Niestety wciąż zamknięte są
strategiczne rynku wschodnie. - Dalej rynek wschodni, ukraiński,
rosyjski, białoruski są dla nas rynkami strategicznymi. Nie można sobie
tych rynków dopuścić, bo to jest 20% całego eksportu – mówi Witold
Choiński, Związek „Polskie Mięso” –
Zamiast sukcesów w Rosji świętowaliśmy zdobycie rynków
dalekowschodnich – japońskiego i koreańskiego. Na polskie mięso
drobiowe otworzył się z kolei ogromny rynek chiński.
Jan Krzysztof Ardanowski v-minister rolnictwa – Teraz trwają
rozmowy dotyczące mięsa wieprzowego i wołowiny. Myślę, że zakończą się
równie pozytywnie, co te z drobiem.
To między innymi eksport daje zyski, dzięki, którym
finansowana jest ogromna fala inwestycji, która w zeszłym toku przeszła
przez branżę mięsną. Niestety to co wciąż eksportujemy to nie polskie
szynki czy kiełbasy, ale półtusze.
W rankingu dwutygodnika „Agrotrendy” dla najlepszej firmy
mięsnej za 2006 roku zwyciężyły ex-equo Polski Koncern Mięsny Duda oraz
zakłady mięso JBB w Łysech.
Witold Katner/Agrobiznes
|
|