|
Resort środowiska ma pomysł, jak zablokować uprawy GMO - władzę nad
uprawami odda w ręce samorządów. Czy ten fortel przełknie Komisja
Europejska? Projekt stwierdza wprost: "Czynności związane z tworzeniem
strefy wolnej od upraw genetycznie modyfikowanych oraz sprawowanie
nadzoru nad uprawami prowadzonymi w tych strefach należą do zadań
własnych gminy".
Samorządy będą wyznaczać "strefy wolne od GMO" na podstawie własnej
uchwały głosowanej z własnej inicjatywy rady gminy albo na wniosek
wójta, burmistrza, prezydenta miasta lub posiadaczy gospodarstw rolnych
położonych na obszarze gminy.
Przed przyjęciem uchwały samorząd
będzie miał obowiązek skonsultowania jej m.in. z organizacjami
rolniczymi oraz z innymi zainteresowanymi podmiotami.
Spod działania samorządowych "stref wolnych od GMO" będą wyłączone badania naukowe.
W
ustawie nie ma ani słowa o geograficznych limitach "stref wolnych od
GMO". Teoretycznie mogą zostać one uchwalone na całym obszarze rolnym
kraju.
Ustawa przewiduje też, że sejmik wojewódzki będzie mógł
wskazać duży obszar (obejmujący np. znaczną część regionu), na którym
powinny powstać strefy wolne od GMO. Wówczas gminy będą miały obowiązek
rozpocząć procedury tworzenia "strefy".
Rolnicy będą mieli prawo
do wyłączenia swoich działek z terenu "strefy wolnej od GMO" po
wyraźnym i formalnym sprzeciwie. Taki zapis jest niezbędny ze względu
na konstytucyjną zasadę ochrony własności prywatnej.
Jeśli rolnik sprzeciwu nie wyrazi, jego ziemia będzie objęta strefowym zakazem.
W ustawie na GMO czeka jeszcze wiele innych przeszkód tak skonstruowanych, by nie tworzyć wrażenia pełnego zakazu.
Nowa
ustawa wprowadzi także obowiązek rejestracji każdej uprawy roślin
genetycznie modyfikowanych. Najpóźniej na miesiąc przed wysiewem roślin
GMO informację o tym trzeba zgłosić do wojewódzkiego inspektora ochrony
roślin i nasiennictwa.
O planach zasiewów trzeba powiadomić też
sąsiadów. Tylko jeśli nie wniosą protestu, będzie możliwe rozpoczęcie
uprawy. Gdy zaprotestują, strona zainteresowana musi iść do sądu, by
tam ewentualnie uzyskać zgodę na uprawę.
Rolnik, który uprawia
GMO, po sprzedaży plonów będzie musiał co do ziarenka wyczyścić
magazyny, w których przechowywał rośliny lub ich nasiona. A gdyby w
przyszłości ktoś inny chciał z tych magazynów (lub narzędzi) korzystać,
to wówczas musi zostać poinformowany, że kiedyś miały one kontakt z GMO.
Każdy
rolnik prowadzący uprawy GMO będzie miał obowiązek prowadzenia "Książki
upraw roślin genetycznie modyfikowanych", w których będzie musiał
dokładnie opisywać wszystkie podjęte działania. Przez pięć kolejnych
lat będzie musiał przechowywać wszystkie dokumenty dotyczące uprawy
GMO, np. dowód zakupu nasion oraz dowód zbycia plonów.
Na mocy
ustawy powstanie też Rejestr Upraw Roślin Genetycznie Zmodyfikowanych.
Będzie to elektroniczna baza danych prowadzona przez urzędników
Głównego Inspektora Ochrony Roślin i Nasiennictwa.
Ustawa
przewiduje, że za rozpoczęcie upraw bez zezwolenia grozić będzie kara
co najmniej 3 tys. zł od hektara. Jeśli uprawa GMO pojawi się w
"strefie wolnej od GMO", to gmina będzie mogła wysokość tej kary
zwielokrotnić.
Gazeta Wyborcza
|