|
Polska rozpoczyna bój o dopłaty.
W połowie stycznia do Warszawy zjadą hodowcy bydła mięsnego z nowych krajów członkowskich.
Wspólnie napiszą wniosek do Komisji Europejskiej o powołanie nowego
systemu dofinansowania produkcji wołowiny. Z dotacji będzie można
skorzystać po 2013 roku.
Rynek zbytu i w miarę dobre ceny to za
mało, żeby produkcja wołowiny w Polsce mogła się dynamicznie rozwijać.
Efekt? Spośród 6 milionów sztuk bydła - 30 tysięcy stanowią czyste rasy
mięsne. Niewiele jest też tak zwanych krzyżówek – bo tylko 120 tysięcy.
Wysokie nakłady na hodowlę ras mięsnych są na tyle duże, a rynek tak
niepewny, że na tego rodzaju inwestycję decydują się wciąż nieliczni.
Tym bardziej, że wsparcie z którego mogą korzystać hodowcy jest
niewielkie. W dodatku dostępne dla niewielu.
Danuta
Rycombel-IERiGŻ „Przy tak zwanych dopłatach paszowych opłacalność jest
od 10 mamek w górę. Przy mniejszym stadzie, te dopłaty historyczne są
zbyt małe”.
Dlatego hodowcy bydła chcą zagwarantowania dopłat. Po
to w styczniu do Warszawy przyjadą przedstawiciele prawie połowy krajów
członkowskich. Wspólnie wypracowany wniosek ma zostać przesłany do
Brukseli.
Grzegorz Grodzki- Polski Związek Hodowców i Producentów
Bydła Mięsnego „Będziemy chcieli, żeby Unia ustaliła odgórnie dopłaty
do produkcji wołowiny,na podstawie powierzchni pastwiska. Zdajemy sobie
sprawę, że nie mogą one być równe w całej Unii Europejskiej”.
Ze
wstępnych szacunków wynika, że pomysł takiego systemu dopłat popiera 10
nowych krajów członkowskich. Przeciwna może okazać się „stara
piętnastka”. A to może niestety na trwale zablokować inicjatywę
biedniejszych krajów Wspólnoty.
Radosław Bełkot/Agrobiznes
|