|
Spożycie ryb w Polsce rośnie, ale daleko nam jeszcze do światowych
liderów. Nakładane przez Komisję Europejską ograniczenia w połowach
zmniejszają podaż i podnoszą ceny niektórych ryb. W łódzkiem
funkcjonuje kilka firm z branży, które ostatnio musiały nieco zmienić
profil produkcji.
W październiku Komisja Europejska o dziesięć procent obniżyła limit
połowu dorsza na Bałtyku w przyszłym roku. To utrudnienie nie tylko dla
rybaków. Takie ograniczenia już teraz wpływają na sytuację zakładów
zajmujących się przetwórstwem ryb. Ich menadżerowie muszą się
zastanawiać jak uzupełnić lukę.
Agnieszka Ciołek, właścicielka wędzarni - „Gdyby
ta dostępność dorsza była większa, to byśmy pewnie kupowali u naszych
rybaków. No w tej chwili jest, jak jest. Dorsza jest coraz mniej.
Rzeczywiście zasoby się zmniejszają, no i te zakazy wpływają w jakiś
sposób na to, że mniejsza jest podaż później tej ryby na rynku.”
Szczególnie
w centrum i na południu Polski. A mniejsza podaż oznacza wyższe ceny.
Zakłady przetwarzające ryby sięgają więc po inne gatunki. Tu wędzi się
głównie makrelę, trewala, czarniaka i łososia. Na szczeście dla
przetwórni Polacy coraz bardziej lubią ryby .
Agnieszka Ciołek, właścicielka wędzarni – „My
tu jesteśmy na takim terenie rolniczym. Ja z tej perspektywy lat, które
prowadzimy ten zakład, widzę, że coraz więcej spożywają wszyscy
rolnicy. Tak, że świadomość chyba tych zdrowotnych cech ryb jest bardzo
duża.”
Mimo to nie dorównujemy krajom Europy Zachodniej.
Przeciętny Polak zjada około siedmiu kilogramów ryb rocznie, podczas
gdy we Włoszech, Hiszpanii, czy Norwegii dwadzieścia cztery kilogramy.
Być może wynika to z niechęci do pracochłonnego przyrządzania ryb.
Dlatego przetwórcy coraz częściej proponują gotowe produkty - solone,
czy marynowane filety, ryby w zalewach i z warzywami, a także sałatki.
Joanna Chachuła/OTV Łódź
|