|
Sezon pszczelarski powoli dobiega końca.
Większość miodów udało się zebrać. Choć nie we wszystkich rejonach kraju. Teraz właściciele pasiek liczą, że pogoda pozwoli wreszcie pszczołom na zebranie odpowiedniej ilości spadzi. I wtedy będzie można ostatecznie podsumować rok. Dziś wiadomo, że dla niektórych był on fatalny, inni liczą na spore zyski.
To jedna z Podkarpackich pasiek. Państwo Blajerowie z Chorzowa koło
Pruchnika hodują prawie pół tysiąca rodzin pszczelich. Ani ilość uli,
ani przewożenie ich z miejsca na miejsce nie pomogło. Tegoroczna pogoda
nie sprzyjała miodobraniu. Surowca w pasiekach jest wyjątkowo mało.
Piotr
Bajer-właściciel pasieki „ Są pożytki, z których w ogóle nie wzięliśmy
miodu, są pożytki, które zawsze były bardzo towarowe. Z pożytków
rzepakowych wyszło 7 kilogramów miodu, gdzie zawsze było ponad 20
kilogramów z rodziny”.
A to już północna część kraju. Na Podlasiu
sytuacja jest inna. Co prawda wiosna nie zapowiadała się najlepiej, ale
kilka wyjątkowo ciepłych i słonecznych tygodni lata zrekompensowało
wcześniejsze straty. W krótkim czasie ule zapełniły się miodem. W tym
rejonie pszczelarze mówią o rekordowych zbiorach.
Wacław
Dudziński-pszczelarz „ Nadrabialiśmy. Tu na Podlasiu, mamy możliwość
wożenia pszczół na grykę, gdzie są słabsze grunty, a rolnicy sieją grykę
na ziarno”.
Tegoroczne zbiory najprawdopodobniej przekroczą 18
tysięcy ton. Wbrew wcześniejszym prognozom o obniżkach nie ma mowy.
Wręcz przeciwnie. Za mód zapłacimy więcej.
Tadeusz Sabat-Polski
Związek Pszczelarski „Jest tutaj możliwy 10-cio procentowy wzrost cen i
tak niektóre firmy zaproponowały”.
Największych podwyżek należy
spodziewać się tam, gdzie zbiory były najmniejsze. A więc szczególnie w
południowej części kraju.
Radosław
Bełkot, Anna Tomczyk/Agrobiznes
|